środa, 14 sierpnia 2013

The Devil's Carnival

Trafiłam na ten tytuł zupełnie przypadkiem. Spędzając kolejny, jakże owocny wakacyjny dzień na przeglądaniu bazy filmów na Filmwebie, postanowiłam odwiedzić kategorię Muzyczne - ot tak, z czystej ciekawości. Chociaż kilka tytułów już zaliczyłam (choćby na przykład całkiem sympatyczny Jesus Christ Superstar), to większość stanowiła wielką niewiadomą. 
Parokrotnie wypowiedzi innych użytkowników lub sam opis musicalu przypominały mi, dlaczego nie przepadam za tym gatunkiem. I tak właśnie natrafiłam na dziwnie brzmiący tytuł - Repo! The Genetic Opera. Patrzę, czytam opis, czytam komentarze - no nie, nie mój gust, jakieś dziwadło, połączenie nie-wiadomo-czego z innym nie-wiadomo-czym. Efekt nie mógłby być dobry. Postanowiłam jednak sprawdzić, co też takiego stworzył jeszcze autor tego dziwadła. No, dorobek nie był zbyt obszerny. Terrance Zdunich, bo tak się owy pan nazywa, stworzył również inny musical, a mianowicie The Devil's Carnival. 

Zadziałał na mnie plakat. Tak, ten po lewej. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Jest w nim coś fascynującego. Sama postać Skorpiona jest intrygująca, przywodzi na myśl faceta wyrwanego z lat 80'. Akurat na plakacie przedstawia się on korzystniej niż w filmie, w którym ohydnie odznacza się tandetna peruka, jaką nosi aktor. Ale to tylko drobny defekt, który można wybaczyć niskobudżetowemu tworowi pana Zdunicha. 
Wróćmy jednak do plakatu. Okropnie podoba mi się poza, w jakiej został przedstawiony Skorpion. Lekko zacieniona twarz, a właściwie pół twarzy, ponieważ drugą połówkę zasłania dym z papierosa. Niczym buntownik z amerykańskiego filmidła sprzed trzydziestu lat. Trochę tajemniczy, trochę nieprzyjemny, ale przez to cholernie fascynujący. Rozpaczam tylko nad tymi napisami i tandetną teksturą imitującą plamy krwi. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Mamy za to Skorpiona podretuszowanego w programie graficznym, w skórzanej kurteczce i fryzurze przywodzącej na myśl Elvisa. 

Jak się to wszystko ma do musicalu? Chciałabym odpowiedzieć, ale moja wiedza o nim bazuje jedynie na fragmentach znalezionych w internecie. Ale spokojnie, w końcu dorwę pełną wersję. Chociaż wydaje mi się, że w tym przypadku akurat plakat, jeden z kilku (reszta jest mniej interesująca, zrobiona na jedno kopyto), jest o wiele lepszy niż sam musical. Chociaż piosenki, trochę nieudolne, niezbyt oryginalne i zalatujące kiczem, są przeze mnie ostatnimi czasy często maglowane. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz