W końcu zabrałam się za Krainę traw i śmiało mogę stwierdzić, że to był dobry pomysł zabrać się za ten film dzisiaj. Tak pewnie odkładałabym to w nieskończoność. Teraz przynajmniej wiem, że te dwie godziny to były wartościowe dwie godziny. Niesamowite dzieło Gilliama mnie zaczarowało. Uwielbiam główną bohaterkę. Uwielbiam aktorkę, która się w nią wcieliła - tak jakby ktoś po prostu przyglądał się normalnemu (chociaż w kontekście filmu to słowo nie bardzo tutaj pasuje) bawiącemu się dziecku. Magia. Baśń - baśń, która brutalnie styka się z tym, co współczesne. Narkotyki - są, choroba psychiczna - jest, potargane dzieciństwo - jest. Trochę mroku i czarnego humoru - są. Mi to wystarczy.
(Po obejrzeniu Biga Lebowskiego okazało się, że byłabym w stanie obejrzeć wszystkie, nawet te najgorsze, filmy z Jeffem Bridgesem - on jest niesamowity. Szkoda, że jego rola w Krainie traw nie była specjalnie rozbudowana.)
Plakat jest świetny. Chociaż przed obejrzeniem filmu, sugerując się jedynie wyglądem plakatu, spodziewałam się czegoś innego, chyba bardziej baśniowego, fantastycznego, jednak to, co dostałam również mi się spodobało.
Mamy drzewo, którego korzenie układają się w nazwę filmu. Mamy również dom stojący samotnie wśród traw, na pustkowiu. No i oczywiście mamy niesamowitą Jelize-Rose, która jakby nigdy nic siedzi sobie na tym wywróconym do góry nogami drzewie w równie wywróconym do góry nogami świecie. Ach tak, na palcu trzyma jak zwykle jedną ze swoich lalek-przyjaciółek, a właściwie jedynie jej część - głowę. Założę się, że ta głowa należy do Mustique. Bardzo podoba mi się kontrast - ciemna góra i błękitny dół. Jedyny kolorowy element to oczywiście Jeliza-Rose. Dobry plakat do dobrego filmu.
A w moich głośnikach, zdecydowanie za często, The B52's:
Cześć Gloomy, jak cię dawno nie czytałam. Tak mi jakoś przyszłaś na myśl, więc chciałam zobaczyć co tam słychać, czy żyjesz.
OdpowiedzUsuńWidzę, że zaczęłaś nowy blog o tematyce filmowej. Fajnie, tylko nie odpuszczaj. Do obejrzenia "Krainy traw" mnie zachęciłaś, więc na pewno to zaliczę. Czekam na kolejne wpisy.
Wysłałam ci też zaproszenie na filmwebie, ale pod swoim dawnym nickiem "Emeraldine", zatem jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałabym być u ciebie w "znajomych" i porównać gust filmowy.
Pozdrawiam!